Chwasty
Rosnę samotnie od zawietrznej
bojąc się ostów przerośniętych
czuję ich kolce nastroszone
gdy sadystycznie kłują mnie w twarz
a wkoło zebrane w grupy chwasty
przyzwyczajone do obłudy
kradną mi słońce kradną kolor
same ciągle szare są
REF:
nie nie nie… nie łudź się
nie nie nie… to nie jest sen
nie nie nie … nie wyrwiesz się
nie nie nie
kwiaty jak ludzie giną gdy
rosną wokół pustych drwin
bezlitośnie zachwaszczone
gniją nieprzesadzone
jak pozytywny pąk zamknięty
pośród zachłannych i zimnych traw
jakoś nie zważam na pochmurne
niebo spękane od ich gróźb
a wkoło zawistnie szydzą chwasty
przygotowane do zagłady
kradną słońce kradną kolor
same ciągle szare są.
************************************************
Czas upokorzeń
Uratuj mnie gdy wody brakuje
myśli chaos jadem truje
ratuj mnie gdy jeszcze pamiętam
czym jest kobiety miłość namiętna
zawładnij mą duszą i ciałem
nigdy w życiu tak się nie bałem
zawładnij mną do zapomnienia
gubię sens kiedy się zmieniasz
REF:
a może być może to czas mych upokorzeń
a może być może zatracam się w pokorze
nie mogę broń boże czuć się jeszcze gorzej
nie mogę broń boże pamiętać upokorzeń
zapomnę ci samotne godziny
wykup za miłość grzechy i winy
zapomnę o posępnych wieczorach
wierzę że poznałaś morał
REF:
a może być może to czas mych upokorzeń
a może być może zatracam się w pokorze
nie mogę broń boże czuć się jeszcze gorzej
nie mogę broń boże pamiętać upokorzeń
A może bez sensu wygłaszam
te pompatyczne truizmy
bo choćbym chciał i tak nie zdołam zapomnieć
wymazać wyrytej blizny
oby jednak była przestrogą
i strażnikiem przyszłości.
************************************************
Czerw-ień
Wybuchła czerwień mojej wściekłości
czuję smak dociekliwości
z wolna dojrzewa myśl destrukcyjna
jak namolna i precyzyjna
gra w której porwałem instrukcję
a bez niej okazałem się głupcem
naiwnym potulnym baranem
podążającym za swoim panem
w ręcz walczyć nie umiem
mogę jedynie zmieszać się z tłumem
skrywając plany samozagłady
bez wiary za to z brzemieniem zdrady
zwijam się niczym czerw
chowam strach w pusty śmiech
znajdę sposób dogodniejszy
wyuzdany w swej perwersji
chociaż raz niepospolicie
skontestuję własne życie
zmagam się z pustką dni
monotonią szarych chwil
wyskoczyłem nad problemy
lecę wokół osi Ziemi
nie mam czego chwycić wokół
z piekła spadłem wprost do mroku
tu jest czerw-ień
nie ma czerni
tu jest rozpacz
nie ma wstydu.
************************************************
Jak głaz
Może już czas przestać brać
Płynąć pod prąd i gnać pod wiatr
Gdzie tylko cisza i bezmiar dnia
Patrzę na wskroś z otchłani dna
Zostańmy z sobą sam na sam
Jak zapomniany u kresu świat
REF:
Mój świat
Jak głaz
Wciąż trwa
Bez nas
Zapomnij się na krótki czas
Poczujesz że masz kilka szans
Bagno złapało i wciąga nas
Nie rozumiałaś więc teraz gnasz
Zabrałaś swą zalękłą jaźń
Nie chciałaś trwać sam na sam
REF:
Mój świat
Jak głaz
Wciąż trwa
Bez nas
Mój cały świat ciągle trwa
Samotnie i zimno niczym głaz
************************************************
Libido
Jesteś słodką heroiną
wciągam cię jak dobre wino
ciało twe z mą ekstazą
plącze się a dłonie marzą
jest jak w all inclusive
w tobie znów się staję duży
gdy dotykasz eksploduję
erotycznie się ładuję
REF:
proszę cię obejmij mnie … ustami
przecież wiem jak bardzo chcesz … skosztować
otwórz się i wylecz mnie … z twardości
język mój i wargi twe … zatańczą
jesteś gorzką czekoladą
lubię widzieć ciebie nagą
grzechy masz pierworodne
a ja znów za ciasne spodnie
ostra jak cebula
jak w kasynie pełna pula
me libido znów stwardniało
szkoda by się zmarnowało
ja dobrze wiem,
że tak to kończy się ...
ty też to wiesz,
że liczy się dobry seks !!!
REF:
proszę cię obejmij mnie … ustami
przecież wiem jak bardzo chcesz … skosztować
otwórz się i wylecz mnie … z twardości
język mój i wargi twe … zatańczą
************************************************
Szydercy
Podmiejskimi ulicami
nieszczerości płynie brud
osaczony uśmiechami
podsłuchuję tłumu szum
wokół słyszę drwiące głosy
i znajomy czuję smród
skierowali w niebo nosy
malkontenci własnych dróg
udawane uprzejmości
przenikają czuły słuch
bezlitośnie wręcz zadając
wrażliwości mojej ból
otaczają mnie szydercy
którzy zawsze lepsi są
oni chętnie poczęstują
chorą życzliwością swą
wiedzą jak
w życiu trwać
mówią gdzie
muszę biec
pełno ich
wokół mnie
nieustannie szydzą…
wiem
mam już dość tych podłych gier
marnych rad i sztucznych łez
jęków dźwięk zrodził gniew
obojętność zżarła mnie
kiedy wreszcie sam zostanę
i wykrzyczę to co chcę
zignoruję głos hołoty
kpiny i krytyki cierń
może kiedyś zrozumieją
co naprawdę ważne jest
ile szyderstw i pogardy
spotykamy w zwykły dzień.
************************************************
Uciekajmy
Uciekaj w swoją stronę
biegnij tam gdzie bólu koniec
w okowach samotności
pełna wiary w możliwości
na drogę
weź sobie
mamonę
bez niej zatoniesz
czym prędzej
zabij nędzę
namiętności
jej brak cię złości
uciekaj jak najprędzej
przez kłopoty przebrnij mężnie
bez chwili zawahania
porzuć wreszcie tego drania
pomogę
jak mogę
ocaleć
skosztować szaleństw
nie zwlekaj
uciekaj
pospiesznie
lecz bezszelestnie
być może to już czas porzucić porażek szlak
popatrz wyciągam do ciebie swoją dłoń
tak… a rzadko robię to… zbyt rzadko
może warto więc spróbować razem biec
wspólnie zakończyć z cieniami wyścig swój
tak… kosztować radość chwil i wreszcie zacząć żyć
tak bardzo chciałbym zacząć żyć
naprawdę nie udając nic
otworzyć jakieś nowe drzwi
swobodnie i szczerze zaśmiać się
uciekajmy z przechowalni
zaczynajmy jednostajny
bieg po szczęście namacalne
bądźmy głodni nieustannie
uciekajmy... jednostajnie... uciekajmy... nieustannie...
************************************************
W galopie nienawiści
W otchłani zamartwienia przepijam cień
dławiące gardło słowa wzbudzają gniew
krzykiem złośliwych porad zabijam sens
przyciasna szczurza nora osacza mnie
w galopie nienawiści przepływa krew
w utopii marzeń znowu pogrążam się
szykanowany ciszą bezradnie trwam
w atrapie szczęścia które wydrapię wam
REF:
ukradnę wam
wydrapię wam
zabiorę wam
szczęścia gram
czekam na zaufanie wiarę i chęć
resztką godności płacę za błędów dzień
masochistycznie pragnę pojednać się
przegrywam regularnie z butelki dnem
poczerwieniała nagle z zagrożeń twarz
w zmęczonej fascynacji zmatowiał blask
nadziei iskra gaśnie trafia mnie szlag
szczęścia ochłapy chętnie wydrapię wam
REF:
ukradnę wam
wydrapię wam
zabiorę wam
szczęścia gram
************************************************
Królestwo drwin
Nie słucham słów
nie wierzę im
czekam na szczerość gestu i czynu
przygaszonego głosu sumienia
gonię iluzję złudzeń poświatę
konformistycznie porzucam cel
wieloznacznie
pogubiony
przesunąłem
na jutro sens
niepokój trwa
Królestwo Drwin
myślą uczynkiem i zaniedbaniem
grzeszyć bezkarnie przyzwyczajeni
wciąż powtarzamy błędów sekwencje
o konsekwencjach nie myśli nikt
wieloznacznie
pogubiony
przesunąłem
na jutro sens
a jeśli nawet odnajdę drogę
za rogi złapię życiowy cel
i tak z lenistwa zaniecham walki
bo zapomniałem czym ona jest
************************************************
Wróg
To nie pierwszy raz
kiedy pluje w twarz
przenikliwy fałsz
w ręce bukiet róż
a za pasem nóż
arogancki tchórz
prowokuje złość
pali stary most
klnie na cały głos
potęguje ból
w rany sypie sól
bratobójczy bój
czy to nadal brat mój
nie wiem
wróg tak cicho czai się u drzwi
za plecami swych niedorzecznych skarg
Ja wierzę że mimo ciągle zaciśniętych warg
zostały w nas okruchy starych prawd
i zamiast noża podam swoją dłoń
nie w próżnię
spadam w stronę dna
ten ostatni raz
zabić wspólny czas
arogancka gra
dwulicowy świat
nie przestają trwać
to już nie jest brat mój
na pewno
wróg tak cicho czai się u drzwi
za plecami swych niedorzecznych skarg
Ja wierzę że mimo ciągle zaciśniętych warg
zostały w nas okruchy starych prawd
i zamiast noża podam swoją dłoń
nie w próżnię.
************************************************
Antidotum
Tak wiem czym jest śmierć
Jej smak kusi mnie
Brak mi tylko sił
Do otwarcia żył
zakończyłem
polemikę
w dupie mam już
politykę
permanentnie
bez litości
poszukuję
przyjemności
Znam już smak swej krwi
Znam pożogi dym
zakończyłem
polemikę
w dupie mam już
politykę
permanentnie
bez litości
poszukuję
przyjemności
Bez zahamowań zaczynam żyć
Głupiego wstydu zamykam drzwi
Nie wiem czym jest dom
Nie mam wcale go…
************************************************
Ballada
Nostalgią myśli zamglone
dawnych szukają chwil
gdy głaszczesz… włosów dotykasz
a szepty tkają swą sieć
i nawet nie jest mi przykro
przewidywalny od lat
z balladą życiem trapioną
trwonię najlepszy czas
A myśli kwitną zawiścią
przypływa bezwładu dreszcz
oprócz ducha spokoju
niczego nie chce już chcieć
wiatrem niepokojony
przemijam z zadumy dniem
zastanym bytem bezwładnie
gubię swój dawny sens
i nawet nie jest mi przykro
że marzeń nie mam od lat
z balladą życiem trapioną
biegnę choć w miejscu tkwię
A myśli kwitną zawiścią
przypływa bezwładu dreszcz
oprócz ducha spokoju
niczego nie chce już chcieć.
************************************************
Happines
Humane race
is stealing from everywhere
growing mess
destroys my happiness
lonely girl
shouting for someone’s help
full of pain
withought self-confidence
Earth
she can feed us and give a space
she can link us with universe
she can take us to her grave
Earth
we can give her another chance
we can save her for younger men
don’t forget we’re human race
humane race
stealing from everywhere
growing mess
destroys happiness
lonely girl
shouting for hell
full of pain
withought confidence
************************************************